Gdy nieśmiałość przerasta jego męskość
Mężczyzna polski, typ rozpoznawalny przez pozostałe nacje Unii Europejskiej, od zawsze dba o swój nienaganny wizerunek. Koszula, koniecznie w kratę lub pasy, musi znaleźć ujście w spodniach typu jeans lub ewentualnie sztruks. W przypadku dużych upałów lub konieczności dziejowej (zepsuta pralka) dopuszcza się zastąpienie koszuli przez stosowny podkoszulek typu „t-shirt” gładki lub z nadrukiem firmowym promującym ostatnio reklamowaną margarynę. Pasek w kolorze nieokreślonym (należy umieścić zalotnie w okolicach pępka, aby uwydatnić rzeźbiony przez lata mięsień piwny lub jego zaczątki (w przypadku panów mniej zaawansowanych). Polski elegant nie zapomina o dodatkach: elegancki plecak sportowy z najwyższej półki (w hipermarkecie), buty chyba sportowe, koniecznie z zeszłego sezonu, w kolorach ziemi, obowiązkowo w kształcie „trumny”, aby nie zapominać o ulotności żywota.
W czasie wakacji owe „trumniaczki” zastąpić można wytwornym sandałem. Wybór koloru skarpet lub z nich rezygnacja pozostają kwestią osobistego stylu i zabawy modą.
Wyobraźmy sobie zatem owego wykwintnego polskiego kawalera, dobiegającego trzydziestki, singla z wyboru, tak zwanego „normalnego faceta” i najlepszego kumpla. Ma wszystko: wykształcenie wyższe techniczne, stałą pensję, niezależność i ten cudowny styl bycia niespełnionego podróżnika i marzyciela z architektonicznym zacięciem. Czy taki normalny facet, niegroźny inżynier o duszy globtrotera, w ogóle może wkurzyć?
Oczywiście, że…tak! I to jak! Skąd o tym wiem? Z autopsji. Właśnie dla takiego faceta przyszło mi raz jedyny w okresie wiosennego przesilenia stracić głowę. Nie wiem, czy to wzmożona aktywność słoneczna przygrzała mi mózgownicę i doprowadziła do odłączenia podzespołów odpowiedzialnych za rozsądek i zmysł krytycznego widzenia, słuchania i myślenia. A może dłuższy okres testosteronowej suszy życiowej sprawił, iż ten „normalny facet z ponadnaturalnymi aspiracjami” zaczął mi się, nie bójmy się tego słowa, podobać. Fakt, przyjaźniliśmy się od kilku lat, jednakże filmowe motyle w brzuchu pojawiły się w najmniej spodziewanym momencie z pierwszymi sygnałami, że zimową kurtkę można odłożyć do torby próżniowej.
W pierwszym stadium, nieprzyjemne uczucie gastryczne powiązałam z wątpliwą jakością jedzenia. Nasz szarmancki przykładowy Polak nie miał najlepszego gustu w kwestii doboru lokali preferując bary mleczne i restauracje wegetariańskie. Ale uczucie to narastało proporcjonalnie do częstotliwości spotkań z, jak do tej pory, dobrym kumplem. I stało się… Pomimo swoistej ulgi, że z moim układem pokarmowym wszystko w porządku, pozostawała kwestia sprawdzenia, czy ten płochliwy singiel jest zainteresowany tym samym co ja: czyli mną. I tak zaczęły się typowe kobiece podchody. Ze zwierzeń naszego inżyniera wiedziałam, że jest nieśmiałym facetem. Ileż to razy prosił mnie o poradę w sprawach damsko-męskich, sam nie jeden raz stwierdził, że jest zbyt wstydliwy i kobietom nie ufa… Ciekawe dlaczego... Pomimo długiej i wnikliwej obserwacji, mój dotychczasowy przyjaciel z pewnością nie wykazywał najmniejszych oznak zainteresowania... Ciekawe dlatego... Trzeba było zatem, aby ktoś zachował się po męsku w tej niby-przyjaźni, niby-związku. I jak zwykle padło na mnie…
Pewnego wieczoru, po porcji frazesów, kilku miesiącach aluzji oraz sałatce greckiej (na głodzie trudno jest wykrzesać z siebie jakiekolwiek wyznanie), już chciałam powiedzieć zaprzyjaźnionemu inżynierowi o swoich względem niego uczuciach, ale coś mnie powstrzymało… I nie był to paraliżujący strach, ale zupełnie nie paraliżujący przystojniak przy stoliku obok, z którym kontakt wzrokowy został bezsprzecznie nawiązany, a wzajemne zainteresowanie stało się oczywiste…
Co się stało z panem inżynierem? Cóż… spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, jak na przyjaciół przystało. Co się stało z przystojniakiem? Cóż… spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, co zaowocowało obopólną zgodą na przetwarzanie danych osobowych i wymianę flory bakteryjnej.
Czy kiedykolwiek powiedziałam inżynierowi o wiosennym zauroczeniu? Nie miałam okazji. Ów ideał polskiego mężczyzny dowiedział się o potencjalnej konkurencji i śmiertelnie obrażony oznajmił, iż poczuł się zdradzony. Jego wyznanie wprawiło mnie w osłupienie, jak po uderzeniu łopatą, patelnią lub innym narzędziem płaskim. Odzyskując władzę w aparacie gębowym wypowiedziałam się jednak dość jasno na temat tego typu niedorzeczności. Odpowiedź mojego już wówczas eks-przyjaciela inżyniera była prawdopodobnie równie rzeczowa. Chociaż pewności nie mam do dziś. Pomimo niewątpliwego zakłopotania, ale także swoistej satysfakcji, iż dawny obiekt westchnień zobaczył we mnie coś więcej niż istotę w większości składającą się z wody, jego reakcja przeszła moje najśmielsze wyobrażenia. Ponad ćwierćwieczy facet o gabarytach sporego niedźwiedzia w koszuli w kratę zamilkł, zaczerwienił się jak burak, pomidor lub inna roślina czerwona, skurczył się, przygarbił i wydukał prawie damskim głosikiem jedno niemożliwe do zrozumienia zdanie. Być może specjaliści, którzy rozpracowali Enigmę mogliby rozszyfrować wiekopomną myśl przykładowego Polaka, ale pech chciał, że nie było ich akurat w pobliżu. Następnie zapadła jedna z tych niezręcznych cisz, która zmusiła mnie do reakcji… manewru oskrzydlającego i wycofania się na z góry upatrzoną pozycję. W ten oto sposób normalny facet normalnie zniknął z mojego normalnego życia, odsuwając naszą nie do końca normalną przyjaźń w zamierzchłą przeszłość, gdy na ziemi żyły tylko dinozaury i on.
Po uczuciu satysfakcji połączonym z nutą rozczarowania przyszła chwila refleksji. Zdałam sobie sprawę, że nawet najnormalniejszy facet może okazać się wkurzający. Nawet tak niewinnie wyglądający inżynier może w rzeczywistości mieć problem z rozmową o uczuciach, z wyrażaniem myśli, z radzeniem sobie w typowych sytuacjach życiowych. A to może każdą kobietę doprowadzić do obłędu. Opisane przeżycia nasunęły mi jednak szereg pytań:
- Jak długo można czekać na wyznanie uczuć?
- Czy warto robić pierwszy krok?
- Czy gdybym wtedy powiedziała inżynierowi o moim zauroczeniu, jego reakcja byłaby inna niż spodziewana?
I w końcu:
- Czy możemy zdradzić nie znając uczuć drugiej osoby?
- Czy zdradzamy, nie czekając na wyznanie miłości aż piekło zamarznie, kury zaczną znosić tylko złote jajka, a Polska stanie się centrum wszechświata?
Jeżeli w rezultacie zamiast z szarmanckim niezdecydowanym typowym Polakiem możemy spotykać się z przystojnym prawdziwym facetem, odpowiedzi powinny brzmieć odpowiednio:
- Nie za długo.
- Nie.
- Nie.
- Nie
oraz
- Na Boga, jasne, że nie.

Masz prawo do pisania w każdym dziale tego portalu!