Najbardziej zainteresowani dowiadują się ostatni
Podobno najbardziej zainteresowani dowiadują się ostatni… Najczęściej tak bywa również w kwestiach zdrady małżeńskiej… Żyje się ze sobą, obok siebie tyle lat, wchodzi się w pewną spójność, integralną całość ze swą połówką, wiele zachowań( lub brak zachowań składa się na tempo życia, zabieganie, kłopoty w pracy itp…., że najczęściej pierwsze niepokojące objawy umykają nam, zupełnie nie przemawiają do nas, choć, kiedy się później , na zimno, analizując minione chwile nad tym zastanowimy- powinny obudzić w nas czujność…. Powinny, ale przecież nikt przy zdrowych zmysłach nieustannie nie analizuje zachowań swojego partnera, nie waży każdego jego słowa czy gestu….
Pierwszy raz uświadomiłam sobie, że coś nie gra, że wokół mnie dzieje się coś złego, kiedy zobaczyłam swojego męża w pracy, z koleżanką , a moją dobrą przyjaciółką… Kiedy dotarło do mnie, że łączy ich coś więcej, niż zawodowa współpraca, poczułam uderzenie w brzuch. Powietrze wokół mnie zgęstniało, było mi trudno oddychać…. Miałam przemożną ochotę rzucić się między nich , rozdzielić ich , wtrącić się do rozmowy, zwrócić na siebie ich , a właściwie jego uwagę , zatrzeć wspomnienie tego poczucia ich bliskości , zapomnieć o nim i żyć nadal tak, jakby się nic nie wydarzyło. Niestety, nie dało się schować głowy w piasek Serce bolało, rosła podejrzliwość , nieufność czaiła się na każdym kroku, czyniąc moje życie piekłem. Czy na pewno, a może jednak nie? Gdzie teraz jest, co robi? O czym myśli? Co chciał przez to powiedzieć? Dlaczego nic nie mówi? W końcu, kiedy próbowałam zdroworozsądkowo wytłumaczyć sobie pewne sytuacje, kiedy zaczęłam już wierzyć, że nic się w gruncie rzeczy nie stało, ot takie zauroczenie, nad którym zapanowała fizjologia, ale nie ma nic wspólnego z uczuciem, mąż poprosił mnie o rozmowę. I wtedy stało się. Mój świat rozpadł się na kawałki. Mąż odszedł do tamtej, bo –jak twierdził, pokochał ją do szaleństwa, i z tym uczuciem nie może sobie poradzić. Najgorsze było to,( pomijając fakt, iż mnie przestał kochać), że nie mogłam go nienawidzić . Byłoby mi łatwiej, gdyby (pomijając fakt, że przestał mnie kochać) wyciął mi przy okazji jakieś świństwo, oszukiwał mnie , chciał okraść z naszego dobytku czy coś w tym stylu…Niestety, nic z tych rzeczy, on po prostu pokochał inną. Co zrobić w takim momencie swego życia, kiedy kobieta czuje się zraniona, odsunięta, zdecydowanie ta gorsza, przegrana i do niczego? Kiedy najpierw boli, mdli, a później wokół nas rozciąga się pustka, której nie wiadomo jak i czym zapchać?
Przeżyłam ten etap, przechodząc różne fazy tej choroby. Jej nawroty dopadają mnie czasem jeszcze dzisiaj, ale obecnie nazywam to chandrą, jakich wiele i znam kilka sposobów na poprawienie sobie nastroju. Początki były jednak trudne , szare i takie beznadziejne. Nic nie cieszyło, świat opustoszał i każdy wysiłek sprawiał nadludzką trudność. A przecież trzeba było chodzić do pracy, rozmawiać z ludźmi, opiekować się dziećmi, tłumaczyć im, że to , co się stało, nie ma z nimi nic wspólnego, że tatuś nadal je kocha, trzeba było wierzyć, że odejście tatusia, tęsknota za nim nie wypaczy im psychiki. Aż w końcu przyszedł ten dzień, kiedy niespodziewanie poczułam gniew, potworny bunt-z jakiej racji ja mam być gorsza? Dlaczego ja mam płakać i rozpaczać, gdy on w tej chwili wije nowe gniazdko? Niby dlaczego i z jakiej racji mam wierzyć, że w końcu wróci, czekać i żyć w gotowości, że może uda nam się jeszcze raz? Wymięty honor, schowana głęboko ambicja dały o sobie znać- wreszcie poczułam wolę walki-nie o niego czy o nas, ale o siebie samą. W krótkim czasie przeszłam radosną metamorfozę-nie tylko wizualną- zrzuciłam parę kilo, zmieniłam fryzurę, zaczęłam o siebie dbać. Przede wszystkim jednak nauczyłam się czerpać wiarę w siebie, poczułam siłę, która uświadomiła mi , że stałam się mocną, twardą kobietą. Wiem, czego chcę, znam swoje potrzeby i oczekiwania, umiem osiągać swoje cele. Każdy dzień jest przyczynkiem do mojego zwycięstwa, gdyż przynosi mi moje radości, drobne przyjemności, sprawia, że się realizuję i spełniam. Dzisiaj nie jestem niczyją żoną, ale czy to znaczy, że jestem niczyja?
Samotna i pozbawiona ludzi wokół siebie? Nieprawda, mam wszystko, co potrzebuję, mam przyjaciół , troszczę się o innych, kiedy mam ochotę, a nie mam towarzystwa –chodzę do kina lub teatru sama , i przestało mi to przeszkadzać. Liczę na siebie –przede wszystkim na siebie i pamiętam o tym, by w ferworze walki nie wykorzystywać innego człowieka. Mąż koleżanki, choć uczynny i miły, ma swoją rodzinę, toteż nie musi służyć zawsze pomocą i być na każde zawołanie. Ostatnio uświadomiłam sobie, że nie potrzebuję dowartościowania, że nie sprawdzam się i nie próbuję brać się za bary z samą sobą, bo ja po prostu wiem, że jestem dobra w tym, co robię, że mogę być z siebie dumna….I jeśli kiedyś zakocham się jeszcze raz, to i tak nie oddam już nikomu mojej , tak ciężko wywalczonej niezależności….Trzymajcie się przede wszystkim siebie, moje drogie kobiety( nie tylko te zdradzone) i niech Wam pomyślny wiatr sprzyja….

Masz prawo do pisania w każdym dziale tego portalu!
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.