EX Logowanie

EX SONDA

Po rozstaniu najchętniej słuchałam...










Wyniki

EX SONDA

Na smutki po zerwaniu najlepsza jest...






Wyniki

EX SONDA

Najgorszy sposób na zerwanie








Wyniki

Now I'm strong enough

Now I’m strong enough to live without you
Strong enough and I quit crying
Long enough now I’m strong enough
To know you’ve gotta go

Nowy plik, nowa kartka, nowe spojrzenie na życie. Nowe wyzwania, nowy plan dnia, odkrywanie nowych przyjemności. Starzy przyjaciele, stare nałogi, stare żarcie w lodówce, stare filmy… To zastanawiające, że jeżeli coś się zmienia w naszym życiu, to na ogół dzieje się to nagle i bez naszego entuzjazmu, a przy znajomych ludziach czy nawykach obstajemy wytrwale i z przyjemnością. Czy naprawdę życie - albo, co gorsza, facet - musi dać nam nieźle w tyłek, żebyśmy zmobilizowały się i dokonały jakiś zmian?

 

Najwyraźniej tak. Bo czy gdyby Mr Little mnie nie zostawił:

 

1) Wyszłabym dzisiaj rano wyrzucić stare mięso z lodówki i znalazła przy okazji nowego towarzysza życia? Mowa oczywiście o ślicznym, ale chuderlawym i zaniedbanym kocie. Dosłownie wytrysnął spod kubła, gdy otwierałam jego pokrywę, ale po chwili jego wyczulone na wszystkie nadgniłe wonie nozdrza musiały zidentyfikować zapach wydobywający się z mojej siatki, a mianowicie resztki wędlin i kiełbasy, za którymi nie przepadam, ale które miałam w lodówce dla Sami Wiecie Kogo. I tym sposobem jedzenie, którym pieściłam żołądek jednego faceta, posłużyło jako wabik na kolejnego. Rzucenie kotu resztek pod nos na brudny beton przy śmietniku i powrót do mojego ciepłego mieszkanka wydawało mi się lekką hipokryzją, takim zaplastrowaniem sumienia: zrobiłam coś dobrego, mam święty spokój i wracam do siebie. Tak więc wpuściłam go do domu, zaspokajam instynkty opiekuńcze i myślę nad imieniem.

2) Sprzątnęłabym wreszcie mieszkanie? To tak mało pociągająca czynność, wymagająca dwóch deficytowych towarów: czasu i wygodnych (czytaj: brzydkich, starych, rozciągniętych) ciuchów (którymi nie zamierzałam się chwalić przed moim chłopakiem). Wykonywanie jej nie sprzyja spontanicznemu happy end’owi w łóżku, nie wznieca erotycznej atmosfery ani nie jest zmysłowe, wbrew temu, co sugerują czasem niektóre seksistowskie reklamy; na jedyny wymierny efekt trzeba sobie solidnie zapracować, a po drodze ostro się spocić, ubrudzić żrącymi chemikaliami, odpuścić sobie ulubiony serial/ seks/ obiad. Ale warto – wcześniej, żeby poczuć się jak idealna żona z lat 50, dziś – żeby poczuć się jak modelowa singielka z seriali TVNu, której mieszkanie zawsze wygląda jak katalog IKEI.. Do tej pory czaiłam się z porządkami jak szpieg z krainy deszczowców albo z bólem patrzyłam, jak Mr Little chwyta za odkurzacz, chociaż oczywiste było, że nie wykorzysta go nawet w połowie tak dobrze, jak ja.

3) Przypomniałabym sobie wreszcie, że jestem (byłam) elementem nie tylko związku 2 osobowego, ale i nieco większej wspólnoty, zwanej państwem, która wymaga czasem ode mnie pewnych rzeczy? Na przykład, gdy zamierzam opuścić je gdzieś dalej niż do UE, musze mieć paszport, co wymaga wcześniejszego wyrobienia go i wykonania zdjęcia, o czym sukcesywnie starałam się nie myśleć. Trzeba wreszcie stanąć twarzą w twarz z fotografem i faktem, że zdjęcie na pewno wyjdzie okropne, ale może nie będzie to przedmiotem głębokiej refleksji celników, którzy będą na nie zerkać. Termin ważności starego (paszportu, ale nie tylko) minął już ładnych parę miesięcy temu; trzeba otworzyć się na świat wraz z nowym (paszportem, ale może nie tylko). Pomyślę gdzie można by wybrać się na wakacje: może wreszcie uda mi się zaplanować jakąś sensowną trasę, a nie jak zwykle szukać czegoś na tydzień przed wyjazdem, w najwyższych cenach i z desperacją, która odbiera tym radosnym chwilom wymiar beztroski i nadaje odcień przymusu? Koniec z mdłymi, sentymentalnymi wyjazdami we dwoje: spędzaniem zbyt dużej ilości czasu w pokoju hotelowym i pławieniem się w all inclusive („jak płacimy, to żal omijać”)zamiast poznawania okolicy; spokojnymi, przewidywalnymi wieczorami, kiedy o zachodzie słońca zamiast myśleć o szykowaniu się na całonocną imprezę, myślę tylko o tym, żeby mój ukochany nie nabawił się niestrawności od zbyt dużej ilości miejscowych specjałów; bycia zimną heterą dla wszystkich sympatycznych facetów, aby Little nie pomyślał czasem, że zagrozi mu jakiś Big.

4) Zapisałabym się wreszcie na kurs tenisa, o którym myślę co najmniej od czasów „Wszystko gra” Allena? Ten film odkrył przede mną piękno i wyrafinowanie tego sportu oraz - czy raczej ZWŁASZCZA - instruktorów, którzy go nauczają. Może trafię na trenera, którego „backhand jest równie doskonały jak jego … umiejętności” (wstawić tu można nieskończenie wiele przymiotników), jak to powiedziano w „Kilerów dwóch”.

5) Widziałabym sens we wcześniejszym opuszczaniu łóżka, czyli de facto Mr Little? Z całą pewnością nie. A teraz widzę i sens, i to, że zaczyna się już wcześnie robić jasno, i park niedaleko domu – a połączenie wszystkich tych czynników plus rześkie, poranne powietrze spowodowały, że zachciało mi się delektować nimi w pełni i wybiegać parę razy w tygodniu na mały jogging. Za pierwszym razem bałam się, że wypluję płuca po 100 metrach, teraz już trzymam je mocno. No i mam nadzieję, że moje pośladki będą mi za to wdzięczne, choć na razie krzyczą z rozpaczy…

 

Tyle na razie w dziale nowości, choć to dopiero początek. Ale trzeba przypomnieć też sobie stare przyjemności:

1) Mogę ZNOWU spać w mojej ulubionej, wielkiej koszuli nocnej z ogromnym królikiem z obwisłymi uszami, którą kupiłam 12 lat temu! Sięga mi do pępka i wyglądam w niej jak przerośnięta 12 latka, ale jest najwygodniejsza ( zwłaszcza w porównaniu z „seksownymi” kompletami bielizny i śmiesznymi mikro - halkami) i najładniejsza na świecie.

2) Mogę znowu spędzać w łazience dwie godziny, leżąc w wannie z najnowszym numerem „Twojego Stylu”, wdychając zapach kokosowego płynu do kąpieli, słuchając amerykańskich standardów w wykonaniu Roda Stewarta i czerpiąc ukojenie i estetyczną satysfakcję z widoku kilkunastu świec i nie słuchać przy tym o wilgoci, która zagrzybi łazienkę, o pilnej potrzebie wejścia do niej, a na koniec podsumowującego: „Nie rozumiem, co to za przyjemność leżeć i moczyć się we własnym brudzie?”

3) Mogę odprawiać mój rytuał prania ręcznego i śpiewania przy tym BARDZO GŁOŚNO „Dancing Queen” i innych hiciorów z „Mamma Mii”.

4) Mogę przestać zgrywać zagorzałą fankę zdrowego żywienia, potraw opartych na warzywach i gotowanych na parze, w woku, albo przez kucharzy w modnych knajpach i zrobić sobie solidną porcję jakże niekobiecej kaszanki z ziemniakami i kiszoną kapustą, którą uwielbiam, ale która powoduje mało romantyczne, cudowne uczucie ciężkości bytu.

5) Mogę pozwolić sobie na „życie w zgodzie z naturą”, czyli kontrolowane zaniedbanie: nie depilować się maniakalnie co parę dni lub sadystycznie przy użyciu wosku niczym Mel Gibson, nie myć włosów tak długo, aż przykleją się do czaszki (ciekawe, ile to zajmie?), kłaść się spać po zjedzeniu lodów/czekolady i nie przejmować się myciem zębów i jakością oddechu, której nikt wszak nie oceni.

6) Mogę wykorzystać zaoszczędzony w ten sposób czas na nadrabianie zaległości intelektualnych (zawsze zbierają się po związku, prawda?), np. przeczytać wreszcie książki, które zamówiłam w internecie pół roku temu i następnie potraktowałam jak podstawki pod kubki na nocnej szafce, przejrzeć album impresjonistów, który dostałam na urodziny czy obejrzeć filmy Felliniego i Jarmuscha, które były dodawane przez dłuższy czas do gazety, ale które zawsze przegrywały w decydującym momencie z komedią romantyczną (orzeł – ja) lub filmem sensacyjnym (reszka – on)

7) No i najważniejsze: spędzać dużo czasu z zaniedbanymi przez te parę miesięcy przyjaciółkami, czym właśnie się zajmę. Mogę wreszcie iść z nimi na imprezę, zostać do rana, pić do oporu i flirtować bez wstydu z nieprzyzwoicie przystojnymi typami o południowej urodzie i zapomnieć na chwilę, że nie tylko wygląd się liczy….

 

Reklama

ZOSTAŃ REDAKTORKĄ

Masz prawo do pisania w każdym dziale tego portalu!

Wystarczy, że się zarejestrujesz.

Bez twoich doświadczeń temu portalowi czegoś będzie brakować...

EX PORADNIK

Skorzystaj z rad innych i przetrwaj najtrudniejsze chwile

Dowiedz się jak być szczęśliwą już dziś!

EX SONDA

Najgorszy powód zerwania?






Wyniki

EX Sonda

Wróci na kolanach po:






Wyniki

EX ZWYCZAJE


  Jak traktuje matkę, będzie traktował mnie? Mam fajnego chłopaka, ale czasem mnie mrozi, jak słyszę jak traktuje swoją mamę.
Nie pomaga jej w niczym, zawsze tłumacz, że „ona to zrobi  [ ... ]



Zawsze przychodził po coś... W poszukiwaniu seksu, słów... To nawet nie było "przyjście", a wtargnięcie Nie potrafił przyjść cicho, niepostrzeżenie, przystanąć obok i po prostu być



Nie cierpiałam jak mówił na mnie MOJA KOBIETA przy kolegach i ogolnie tego jak zgrywał się na człowieka pierwotnego